- Nie nie jestem głodna - zaprzeczyła Julia.
Poszła do swojego pokoju. Zasnęła. Zadzwonił telefon Juli, znajdował się on w salonie koło Magdy. Magda zorientowała się, że Julka śpi więc odebrała.
- Hallo kto mówi - zapytała się Magda
- Hej to ja Max ( brat Juli ) mogę do telefonu Julię ?
- Nie wiesz Julka zasnęła, zadzwoń później.
- Okey to pa - pożegnał się Max
Magda rozłączyła się.
- Muszę powiedzieć o tym telefonie Juli - pomyślała.
Ktoś zapłukał do drzwi. Otworzyła. Magda nikogo nie zobaczyła, ale pod jej drzwiami był list do niej. W tym liście było napisane .: Okazało się, że odnaleźli tatę... nie zginął w górach ! To wspaniała wiadomość. Niestety nie ma palców, ale najważniejsze jest jego życie. Teraz leży w szpitalu.
Ja i tata chcemy Cię zobaczyć w domu, w Warszawie. Kocham Cię i całuję
Mama.
Gdy Magda odczytała tę wiadomość była prze szczęśliwa. Jeszcze niedawno zadzwonił do niej telefon, że tata zaginął w górach ... a jednak się odnalazł. Magda nie mogła opanować szczęścia, chciała budzić Julię. Jednak tego nie zrobiła. Gdy szła do małego pokoju koleżanki, pomyślała o pakowani się do swojego domu w Warszawie. Tak i zrobiła. Spakowała niezbędne rzeczy takie jak : ubrania : kilka par spodni krótkich i długich, bluzek, butów i bielizny, rzeczy technologiczne : komórka i laptop. Zabrała także swój paszport i kilka pieniędzy na lot, ale nie mogła polecieć. Musiała najpierw obudzić Julię i jej o tym powiedzieć, że na kilka dni będzie sama w domu. Postanowiła teraz pójść do Julki. Zapukała do niej. Po wejściu do pokoju Juli okazało się, że ona rozmawia przez telefon. Ale z kim ? Może z z jej bratem. Magda usiadła na kanapie w pokoju koleżanki. Gdy Julka przestała rozmawiać odezwała się do Magdy.
- Po co tu przyszłaś ? - zapytała szorstko
- Wiesz chciałam Ci powiedzieć, że jadę do Warszawy, do domu rodzinnego. - odpowiedziała Magda
- Aha okey ..... miłej podróży - uśmiechnęła się Julia.
- Dzięki. Z kim rozmawiałaś ? - zapytała się Magda.
- Z taki chłopakiem co mieszka we Włoszech, też mówi po Polsku, poznałam go przy naszym sklepie - opowiedziała Julia - ma na imię Kamil.
- Spoko, chciałam się pożegnać, ponieważ sprawdziłam w internecie kiedy mam lot do Warszawy. Okazało się, że o 13.45, a jest godzina 13.27 nie chcę się spóźnić więc już się żegnam. - powiedziała Magda.
- To papa - Julia wstała z łóżka i uściskała przyjaciółkę. - trzymaj się i leć, bo się spóźnisz - powiedziała Julia.
- Dobra to pa zadzwonię do Ciebie jak będę w samolocie. Mam zamknąć drzwi - zapytała się Magda
- Nie dzięki ja i tak idę już na dół.
Na tym skończyła się rozmowa dziewczyn. Magda wyszła z pokoju Juli.Poszła na lotnisko na ulicy Gajmen, wprawdzie to nie było daleko, ale Magda się śpieszyła. Była godzina 3.40 , dotarła na lotnisko.
- Zostało mi jeszcze 5 minut - pomyślała ucieszona. W końcu doczekała się samolotu. Wsiadła jako pierwsza. Zajęła najwygodniejsze miejsce. Gdy samolot zaczął lecieć do góry zobaczyła tabliczkę z napisem Gajmen, pamięta jak stała po raz pierwszy koło tej tabliczki z Julią, a teraz ją opuszcza. Wróci za kilka dni ....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz